Tłumaczenie: Nanoko
Korekta: Niofomune
piątek, 26 lipca 2013
czwartek, 18 lipca 2013
wtorek, 16 lipca 2013
niedziela, 14 lipca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Steins;Gate
- A Nagrodę Nobla w dziedzinie
fizyki otrzymuje Szalony Naukowiec Kyouma
Hououin, który za pomocą domowej mikrofalówki i telefonu komórkowego odbył
pierwszą podróż do przeszłości. Serdecznie gratulujemy!
niedziela, 16 czerwca 2013
Hakuouki
Flaków nie lubimy! Przystojnych samurajów razy 5 poproszę!
Przebrana
za chłopca Yukimura Chizuru wyrusza z Edo do Kioto w poszukiwaniu swojego
zaginionego ojca. Pewnej nocy, trafia w sam środek walki pomiędzy krwiożerczymi
samurajami a członkami Shinsengumi (specjalny oddział policji). Jako świadek
zajścia zostaje z góry skazana na zlikwidowanie. Ostatecznie jednak przystojni
panowie zabierają ją do swojej siedzimy aby tam omówić dalsze szczegóły
postępowania. Na miejscu, okazuje się, że Chizuru i Shinsengumi szukają tej
samej osoby. Drużyna postawania pomóc swojej nowej koleżance chcąc przy tym
załatwić swoje własne, tajemnicze interesy.
Obie
serie Hakuouki i Hakuouki traktuje jako jedną, nierozerwalną całość dlatego też
nie podzielę tego opisu na dwa. Nie rozpisałam się jak ostatnio, bo szczerze powiedziawszy
nie ma o czym. W odcinku dzieje się doprawdy bardzo niewiele, a nie będę
opisywała krok po kroku każdego kiwnięcia palcem."A potem wszyscy poszli
razem coś zjeść"- to nie ma sensu, a tak wypadałoby mi napisać gdybym
chciała być dosłowna. Od tak, Chizuru znajduję się w otoczeniu zabójczo
przystojnych samurajów którzy od teraz będą jej bronić, pomagać, radzić,
wspierać i podcierać tyłek -.-''Zacznijmy może od tego, że fabuła w pierwszej części prezentuje się równie płytko jak woda w brodziku. "Dramat, przygoda, romans"- wskazywały tagi, a ja nie mogłam nigdzie wyhaczyć ani jednego z tych tematów. No... może i dramat był. Bo czym że jest patrzenie przez 24 minuty na pozbawioną jakichkolwiek funkcji umysłowych Chizuru? Dramatem! W tym miejscu mam ją chęć zmieszać z błotem z kamieniami, wrzucić do betoniarki, a potem wysłać na przemiał żeby już nigdy więcej nie musieć oglądać jej zrytego wyrazu twarzy. Niestety muszę na to jeszcze sekundę zaczekać... Łyk zimnej wody i o czym to ja... A tak! Liczyłam na romans! Piękny, romantyczny, histeryczny romans! Tymczasem wszystko opiera się na ratowaniu z opresji "uroczej" (czytaj: beznadziejnej) głównej bohaterki. Żaden z Panów nie wykazuje oczekiwanego przez widza rodzaju zainteresowania ów flakiem. Flak z resztą tak samo. Ja na prawdę rozumiem, że jest niedorozwinięta i, że to może nawet nie jej wina, ale do jasnej cholery, jakim cudem ona się powstrzymała przed rzuceniem na któregoś z samurajów! Prawda jest taka, że gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, ale w prawdziwym życiu, najpewniej już by tego życia nie miała;/ Zakatowali by i zamęczyli dziewczynę na śmierć. Korzystając więc z okazji, że Shinsengumi są "dobrzy" i nie robią nic złego zagubionym panienką, to ja, na miejscu Chizuru byłabym tą która zamęczyła by ich na śmierć. Nie to, żebym była nie wyżyta czy coś;P Po prostu spójrzcie na nich Drogie Panie i odpowiedzcie sobie na to pytanie;P
Druga seria, czyli druga część historii to juz trochę inna bajka i o wiele przyjemniejsza. Bardziej, niż na wątku głównej bohaterki skupiłam się na wojnie która jest tłem wszystkich wydarzeń. Przytoczę w tym miejscu komentarz na który natknęłam się na "Tanuki". Mam nadzieję, że autorka nie obrazi się za użycie jej słów^^
"W drugiej serii widzimy, jak umiera era miecza i włóczni które zostają zastąpione przez broń palną. Lata treningu zostają pokonane przez nowy rodzaj boni zabijającą z odległości. Kończą sie czasy honoru, ciężkiej pracy, dumy i oddania. Honorowego, wyszkolonego samuraja może zabić nieumiejętny, tchórzliwy żołnierz." Smutne, chwytające za serce, a co najgorsze, prawdziwe. Hakuouki mieści się bowiem w określonym ramach czasowych i przedstawia wiele wydarzeń z okresu ginącego szogunatu. Sami członkowie Shinsengumi także są wzorowani na historycznych wojownikach^^ Wracając do naszej głównej bohaterki, raczej nie trudno stwierdzić który z samurajów okaże się 'tym jedynym", zważywszy na to, co sugeruje od pierwszych sekund opening. Problem polega jednak na tym, że jak zwykle musi być to ktoś, kto na pierwszy rzut oka nie jest zdolny do żadnych uczuć oraz wykazuje najmniejsze zainteresowanie bohaterką.
Panowie z Shinsengumi to mała mieszanka wybuchowa jak to bywa w haremikach. Szkoda, że nie mogliśmy oglądać ich w indywidualnych scenach. Przez takie, a nie inne przedstawienie, postaci wydają się spłycone i mało realistyczne gdyż cały swój czas poświęcają Chizuru. W skład grupy wchodzi pięciu niesamowitych (choć nie grzeszących inteligencją) przystojniaków. Toshizo Hijikata, vice kapitan i podpora całej grupy. Jest niczym wielka góra lodowa. Zgadnijcie komu uda się stopić owy lód... Souji Okita, to chyba moja ulubiona postać. Jako jedyny grozi Chizuru śmiercią i wielka szkoda, że sie z tego nie wywiązał. Mimo choroby która go trapi jest bardzo pogodny ale też na swój sposób przerażający. Na drugim miejscu, w moim prywatnym plebiscycie stoi Hajima Saito. Muszę powiedzieć, że gość ma klasę. Zawsze opanowany, cichy i małomówny. Jego styl walki wywarł na mnie największe wrażenie. Sano Harada to młodzieniec z blizną po nieudanej próbie seppuku. Na ogół otwarty i wesoły kiedy trzeba, bez wahania łapię za swoją włócznię. Shinpachi Nagakura jest typem lekkoducha ze słabością do kobiet i alkoholu. Grupę kapitanów z Shinsengumi zamyka najmłodszy jej członek Heisuku Toudou. Porywczy, czasem nie rozważny obiekt żartów swoich starszych kolegów. Dochodzimy do Chizuru, a ja dochodzę do wniosku, że jej postać osiągnęła szczyt beznadziejności kiedy uparła się towarzyszyć Shinsengumi na patrolach. Czyli gdzieś w drugim odcinku-_-'' Czy ona na prawdę nie mogła zrozumieć, że swoją obecnością rzuca kłody pod nogi kolegom? Bo jak to wyglądało: Chizuru jest atakowana, próbuje samotnie stawić czoła przeciwnikowi a kiedy ten ma już ją zabić, (TAK! Urżnij jej łeb!) ktoś ją ratuje -_-'' Uwaga, proszę państwa! Obstawiamy! Kto będzie jej wybawcą w tym odcinku? Ja stawiam na Saito, ale kto ich tam wie. Shinsengumi pojawiają się nawet w tedy, kiedy teoretycznie żadnego nie ma w pobliżu. Czy tak nie robią ninja? Nie ważne... W każdym bądź razie Chizuru ślubuje Hijikacie wierność w zdrowiu i chorobie nawet mimo, że on tego nie chcę ( a przynajmniej tak mu się wydaje, do czasu kiedy nie zorientuje się, że ten flak jest sensem jego egzysentacji). Ta miłość wybuchła tak "niespodziewanie", że zaczęłam się zastanawiać kiedy ona go właściwie pokochała. Czy może jedynie czuła sie zobowiązana być kulą u nogi dla byle jakiego członka Shinsengumi. Gdyby na miejscu Hijikaty był weźmy na to Harada, to on miałby przerąbane. Tak jak w grze;P
Byłabym
w stanie znieść jeszcze jakoś Chizuru gdyby wraz z fabułą nabierała rozumu. OK,
została rzucona w wir świata mężczyzn i jako słaba kobietka nie wie co ma
właściwie począć. Ale po roku czy dwóch latach, powinna się już nauczyć jak nie
być totalną kretynką, nie?
Muzyka jest całkiem niezła. Wnioskuje to po tym, gdyż aż dwa utworki z soundtracka zapadły mi w pamięć, a to się zdarza nieczęsto. Oba openingi bardzo mi się spodobały i ciężko mi powiedzieć który był lepszy. Drugi miał na pewno lepszy klip, ale tak samo jak pierwszy od razu wpadał w ucho^^ Endingi natomiast są śliczne. Uspokajały i dawały choć cień złudzenia, że mamy do czynienia z romansem.
Muzyka jest całkiem niezła. Wnioskuje to po tym, gdyż aż dwa utworki z soundtracka zapadły mi w pamięć, a to się zdarza nieczęsto. Oba openingi bardzo mi się spodobały i ciężko mi powiedzieć który był lepszy. Drugi miał na pewno lepszy klip, ale tak samo jak pierwszy od razu wpadał w ucho^^ Endingi natomiast są śliczne. Uspokajały i dawały choć cień złudzenia, że mamy do czynienia z romansem.
Hakuouki
i Hakuouki Hekketsuroku prezentują ten sam poziom jeśli chodzi o grafikę i animacje. Tła są
dopracowane w każdym calu, z dbałością o szczegóły, kolorowe i żywe. Postacie z
założenia muszą być ładne, czasem tylko te, znajdujące się na drugim planie
wyglądają jakby przeżyły bliższe spotkanie z kowadłem. Animacja wygląda moim
zdaniem dość przyzwoicie. Żałuję, że nie uświadczyliśmy żadnej porządnej
sekwencji walki, ale tylko pod warunkiem, że animatorzy by się do niej przyłożyli.
Jak nic przysłoniła by ogólne, średnie wrażenie względem całości.
Szczerze
powiedziawszy ciężko mi serię podsumować. Przez pierwszą część historii niby
się nie nudziłam mając przed oczami tylu przystojniaków, a jednak czegoś
brakowało aby dopełnić ogólny obraz. Fabuły? Następne 10 odcinków drugiej
serii, to już jak wspominałam trochę inna bajka. Nuda zostaje przysłonięta
przez narastający dramatyzm. I mam tu na myśli historyczny dramat samurajów.
Przez takie myślenie, bardzo wczułam się w sytuacje Shinsengumi. Zdaje sobie
sprawę, że na anime tego typu nie ma co myśleć o nauce historii, ale przez sam
fakt świadomości, że ci ludzie do samego końca - będąc właściwie pewnym
przegranej- pragnęli bronić swoją kulturę i samurajską dumą przyprawia mnie o
wielką deprechę. Gdyby trochę lepiej poprowadzić fabułę, rozbudować postaci i
tchnąć choć odrobinę rozumu w Chizuru, mielibyśmy do czynienia z anime, kto
wie, może na miarę Clanndu? Historia na pewno temu sprzyjała. Ocena będzie
podzielona i nie ukrywam, że lekko naciągnięta. Hakouoku 5/10, Hakouoki Hekketsuroku 6/10
sobota, 15 czerwca 2013
Shiki
Witamy
w miasteczku Sotoba! Na niewielkim zadupiu gdzie plotki o tym, co Twój sąsiad
zjadł dziś rano na śniadanie rozchodzą się szybciej niż wiadomości e-mailowe.
Mało atrakcyjne miejsce, nie mające zbyt wiele do zaoferowania. Chyba, że
jesteś straszą Panią/ Panem którzy z racji swojej emerytury czerpią frajdę z
przesiadywania na przydrożnej ławeczce i obgadywania wszystkiego wkoło. Z
powodu całkowitego odizolowania od świata każda rodzinka kręci swój własny
biznes. Mamy tu więc stolarza, sklep spożywczy, rzeźnika, jakiś komisariat,
świątynie, klinikę, specjalistkę od czarów i zakład pogrzebowy. Same
niezbędniki, zapewniające mieszkańcom podstawy normalnego funkcjonowania.
Spokój, cisza, ptaszki, urocze domki, drzewa, drzewa, więcej drzew i las. Nie
jeden młody człowiek zwariował by w takich warunkach. Nie inne odczucia nosi w
sobie pewna 15-letnia mieszkanka Sotoby Shimizu Megumi. Dziewczyna od dawna
pragnie wyjechać do dużego miasta, dostać się na dobrą uczelnią, być bogatą i
docenianą. Nie chce żyć jak inni, dlatego znacznie wyróżnia się na tle szarych,
wiecznie zajętych pracą i niedbających o siebie mieszkańców. Jej ubiór, zawsze
jest dość niecodzienny, co spotyka się ze zgryźliwymi komentarzami. Mimo
wszystko, jest bardzo lubiana przez niemal wszystkich. Wyjątek stanowi pewien młody
chłopak. Mieszkający w Sotobie dopiero od roku- Yuuki Natsuno. Dziewczyna
wdycha do niego głęboko, przychodząc codziennie pod jego okno. Chłopak niestety
nie odwzajemnia tej sympatii w żadnym stopniu, a na dodatek jeszcze jawnie
pokazuje swoją pogardę dla jej uczuć. Świnia.
Dalej
poznajemy jeszcze dwójkę, ciekawych osobistości - Doktora Ozaki Toshio i mnicha
z miejscowej świątyni- Seishina Muroi. Panowie mają ostatnio dość sporo na
głowie, gdyż od początku lata, w wiosce umarły już cztery osoby. Nikt nie
wzywał pomocy, a co najdziwniejsze trzecia ofiara musiała mieszkać przez jakiś
czas z dwoma trupami, gdyż jej ciało było niewątpliwie świeższe. Epidemia? Nie
wykluczone.
W
między czasie w mieścinie ma miejsce wielkie wydarzenie. Może nie tak wielkie
dla mieszkańców jak samej Megumi. Do pięknego, nowo wybudowanego na wzgórzu
Kanemasy pałacu, wprowadza się europejska rodzina Kirishiki. Nasza bohaterka,
wyobraża ich sobie jako niezwykle wytwornych, obytych w świecie ludzi, którzy
byli by w stanie wyrwać ją z Sotoby i otworzyć drogę do lepszego życia w
mieście. Po wykrzyczeniu swojego niezadowolenia i irytacji względem „zacofanej”
przyjaciółki Kaori, Megumi ucieka. Zostaje później znaleziona ledwie przytomna
w lesie, a po badaniach i stwierdzeniu anemii, dość szybko umiera.
Shiki
zapowiadało się na naprawdę dobry produkt w swojej kategorii. Pierwsze odcinki
budowały niesamowity klimat, ale z czasem, gdy doktor Toshio (Hause)
zaczął zagłębiać się w temat i prowadzić dochodzenie, powiało nudą. Wątek ten,
byłby znacznie ciekawszy gdyby widz nie wiedział, kto stoi za zgonami kolejnych
mieszkańców. Tymczasem sam trailer wyjawił nam prawdę dawno temu;/ Z czasem
było już jednak tylko lepiej, a każdy kolejny odcinek był lepszy od
poprzedniego. Tak więc mamy do czynienia z wampirami których ofiarą staje się –
wydawać by się mogło- główna bohaterka. Ale jak jest naprawdę? Pierwsze
skrzypce w pierwszej części historii gra Yuuki Natsuno. Oglądamy jak młody
człowiek, musi poradzić sobie ze sprawami na które żaden z dorosłych nie zna
sposobu ani lekarstwa. Wątek doktora jest moim zdaniem trochę ciekawszy i mimo
kiepskiego i nudnego początku nabiera tępa. I to jakiego!
Wampiry
przedstawione w serii nie wychodzą jakoś zbytnio poza stereotypowe ramy. Żywią
się ludzką krwią która daje im siłę, nie wychodzą na słońce, a żeby wejść do
czyjegoś domu muszą zostać zaproszone. Nie wiem czemu ale to ostatnie zawsze mi
się podobało;P Naturalnie giną od kołka lub przez ścięcie głowy. Jedyne co może
dziwić to to, jak został przedstawiony w Shiki wilkołak. Nie jest on tu bowiem-
jak najczęściej bywa- wrogiem wampira, a specjalnym, rzadkim typem krwiopijcy.
Postacie są bardzo dobrze przedstawione. Każda z nich ma wyraziście zarysowany charakter, a motywy działań i ich postępowanie w obliczu zagłady są jak najbardziej na miejscu. Oczywiście znajdą się też bohaterowie kilku epizodów których podaruję sobie nadmieniać . Nie zmienia to jednak faktu, że dla fabuły są dość istotni. Na pierwszy ogień rzucę Yuukiego. Ciężko jest go polubić ze względu na swoje zobojętnienie względem całego świata i ludzi. Jest outsiderem który zawsze stara się działać na własną rękę. Jako jeden z niewielu ma też mózg, tam gdzie mózg znajdować się powinien. Doktor Hause… znaczy Toshio, pochodzi ze znaczącej rodziny która od lat prowadzi w wiosce klinikę. Każdy niewyjaśniony zgon oznacza więc plamę na honorze rodziny, a Toshio nie cofnie się przed niczym (uwierzcie mi, przed NICZYM!) aby dowieść prawdy i w końcu, wyplenić wampiry. Seishin Muroi to postać która przez większość czasu pozostawała w cieniu. Młody, wykształcony mnich, pragnący pomóc ludziom na swój sposób. O ile bardzo lubiłam jego sceny spotkań z małą wampirzycą Sunako, tak on sam nie wzbudził mojej sympatii. Od początku śmierdziało od niego, przesadzoną dobrocią, a jak wiadomo, co za dużo, to nie zdrowo. Sunako natomiast to inna para kaloszy^^ Nie mogę w sumie napisać o niej zbyt wiele żeby nie zabierać frajdy z oglądania. Dziewczynka pomimo „młodego wieku” jest fanką filozoficznych dzieł Muroiego. Tak samo jak cała reszta postaci, wzbudza mieszane uczucia i widz sam, musi zadać sobie pytanie, kto ma racje w przedstawionym tutaj konflikcie. Cała reszta mieszkańców Sotoby stanowi konkretne tło dla całości, a autorka pomaga ich nam rozróżnić stosując odpowiednie oznaczenia.
Postacie są bardzo dobrze przedstawione. Każda z nich ma wyraziście zarysowany charakter, a motywy działań i ich postępowanie w obliczu zagłady są jak najbardziej na miejscu. Oczywiście znajdą się też bohaterowie kilku epizodów których podaruję sobie nadmieniać . Nie zmienia to jednak faktu, że dla fabuły są dość istotni. Na pierwszy ogień rzucę Yuukiego. Ciężko jest go polubić ze względu na swoje zobojętnienie względem całego świata i ludzi. Jest outsiderem który zawsze stara się działać na własną rękę. Jako jeden z niewielu ma też mózg, tam gdzie mózg znajdować się powinien. Doktor Hause… znaczy Toshio, pochodzi ze znaczącej rodziny która od lat prowadzi w wiosce klinikę. Każdy niewyjaśniony zgon oznacza więc plamę na honorze rodziny, a Toshio nie cofnie się przed niczym (uwierzcie mi, przed NICZYM!) aby dowieść prawdy i w końcu, wyplenić wampiry. Seishin Muroi to postać która przez większość czasu pozostawała w cieniu. Młody, wykształcony mnich, pragnący pomóc ludziom na swój sposób. O ile bardzo lubiłam jego sceny spotkań z małą wampirzycą Sunako, tak on sam nie wzbudził mojej sympatii. Od początku śmierdziało od niego, przesadzoną dobrocią, a jak wiadomo, co za dużo, to nie zdrowo. Sunako natomiast to inna para kaloszy^^ Nie mogę w sumie napisać o niej zbyt wiele żeby nie zabierać frajdy z oglądania. Dziewczynka pomimo „młodego wieku” jest fanką filozoficznych dzieł Muroiego. Tak samo jak cała reszta postaci, wzbudza mieszane uczucia i widz sam, musi zadać sobie pytanie, kto ma racje w przedstawionym tutaj konflikcie. Cała reszta mieszkańców Sotoby stanowi konkretne tło dla całości, a autorka pomaga ich nam rozróżnić stosując odpowiednie oznaczenia.
Za
oba openingi i endingi należą się gorące oklaski. Pierwszy, jak to często bywa
trochę lepszy, ale drugi jest tylko pół kroku za nim^^ Przejście z akcji do
openingu w czasie którego pojawia się mała Sunako w śnieżnej kuli to chyba
jedno z najlepszych przejść jakie widziałam. Na końcu dźwięki pozytywki z
utworku „Kuchizuke” i odbijające się w jej rytm światło na czaszce wygląda
równie ślicznie. Obraz idealnie komponuje się z muzyką i… jestem od wielkim wrażeniem. Soundtrack nie jest zbytnio urozmaicony ale kawałki jakie są nam dane słuchać
w najbardziej ekscytujących momentach są na tyle dobre, że nie potrzeba niczego
więcej. Gdyby się uprzeć zminimalizowałabym tylko odgłosy cykad którymi byłam
napastowana prawie za każdym razem kiedy akcja działa się na zewnątrz. Muszę
jednak przyznać, że poprzez ten zabieg wręcz odczułam panujące w serii lato i
ten żar który lał się z nieba nad Sotobą.
Kreska nastomiast do najpiękniejszych nie należy. Potrzebowałam obejrzeć bardzo dużo odcinków aby przyzwyczaić się do tych wszystkich szpiczastych twarzy, dziwnych oczu i tych „ciekawych”… fryzur. Tła może nie zachwycają, ale są wykonane poprawnie. Pamiętajmy, że przez cały czas znajdujemy się w mało ciekawej Sotobie…. Animacja jak najbardziej na plus. Wszelkie niedociągnięcia można usprawiedliwić wampirami… No co? To umarlaki, niektórzy mogą mieć jakieś odruchy pośmiertne czy coś…
„Shiki” nie jest produkcją po którą może sięgnąć każdy, łapiąc za kocyk i kakałko. Brutalność – zwłaszcza pod koniec- zalewa widza hektolitrami krwi i co wrażliwsi na pewno nie będą krzyczeć z zachwytu. Świat, pokazany bez cenzury, bez ugrzecznień, jednak dzięki temu, serii nie można zarzucić braku przygnębiającego klimatu, a o to przecież chodziło. Niektóre momenty są naprawdę w stanie przestraszyć albo chociaż- co odporniejszym- zasiać w sercu ziarno niepokoju. Oglądając „Shiki” stanęłam przed próbą odpowiedzenia sobie na pytanie: „Kto tak naprawdę był zły? Wampir czy człowiek?”. Nad tym tematem można rozwodzić się przez długie godziny i mimo, że ja będę twardo stała po stronie ludzi, wampiry także miały swoje niepodważalne racje. Każda istota ma w końcu prawo do życia, a człowiek jest najgorszą z nich…
Wystawiam
zasłużone 8/10 i na koniec pozwolę sobie wstawić cytat, słowa wypowiedziane
przez Sunako: „Śmierć dla nikogo nie jest okropna. Stary czy młody, dobry czy
zły, dla każdego jest taka sama. Śmierć jest bezstronna. Nie ma szczególnie
okropnej śmierci. To dlatego śmierć jest taka przerażająca. Twoje zwyczaje,
twój wiek, twoja osobowość, twój wygląd… W obliczu śmierci, wszystko to nie ma
znaczenia. Śmierć jest kropna, ponieważ niszczy to wszystko.” Zmusza do
refleksji, prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















