piątek, 6 grudnia 2013

K Side:Red, R4B

Tłumaczenie: Nanoko
Korekta: Niofomune

Fushimi udał się do parku w pobliżu baru.
Siedział w niewielkiej, zadaszonej altance, przygrabiony i pogrążony we własnych myślach. Yata obserwował go przez pewien czas z odległości, aż w końcu zdecydował się podejść i zagadać.
- Hej.
Kiedy chłopak uniósł lekko dłoń, Fushimi obrzucił go ponurym spojrzeniem, po czym szybko odkręcił głowę w przeciwnym kierunku.
- … Hej.
Krótka odpowiedź złagodziła nieco niezręczną atmosferę. Jakby o tym pomyśleć, od kiedy spotkali Suoh i zostali obdarzeni czerwoną aurą, nie mogli być blisko innych. Ich odmienność budowała coś na kształt muru który wyznaczał granicę między nimi, a zwykłymi ludźmi.
Tym razem, w zaskakująco łatwy sposób, Fushimi pozwolił Yacie zbliżyć się do siebie. Jedyne drzwi prowadzące na drugą stronę muru, odblokowały się, ale Fushimi nie otworzył ich od drugiej strony. Był to swego rodzaju sygnał mówiący: jeśli chcesz wejść, właź.
Yata uświadomił sobie, że odkąd wstąpili do Homury, nie spędzali już wspólnie czasu, ani nawet nie rozmawiali za często. Cały gang był hałaśliwy i w odróżnieniu od czasów szkoły średniej, Yata nie poświęcał Fushimiemu już tak dużo uwagi. Nie wiedział czy to z tego powodu, ale ostatnio uświadomił sobie, że naprawdę go zaniedbywał.
 - … Robimy wjazd do Instytutu. - powiedział Yata. Usiadł na ławce obok Fushimiego który prychnął kpiąco pod nosem.
- Jak narobimy tam bałaganu, rozpętamy wojnę ze Złotym Klanem.
- Nie ważne. Wchodzę w to.
- … Pasuje ci to? - Fushimi obrzucił Yatę chłodnym spojrzeniem. - Jeśli naprawdę chcą walczyć przeciwko armii Złotego Króla, twoja wspaniała Homura może zostać zmiażdżona.
Yata poderwał się z ławki bez zastanowienia. Słowa towarzysza uderzyły w jego czuły punkt.
- O czym ty chrzanisz? Twierdzisz, że Homura nie da rady w starciu ze Złotymi!?   
- Siła wszystkich Klanów jest na podobnym poziomie. Nawet idiota jest w stanie to zrozumieć, prawda?
Yata już chciał krzyknąć w odpowiedzi na drwiący ton, ale ostatecznie zacisnął pięści i zamknął usta. Widząc tak nieoczekiwaną reakcję, Fushimi uniósł do góry jedną brew.
- … Dlaczego powiedziałeś twoja wspaniała Homura? Ty też do niej należysz.
Fushimi zastygł na krótką chwilę, po czym zmarszczył brwi i odwrócił głowę.
- Saru…
- Cicho bądź. - odparł z irytacją wstając z miejsca. - Próbuje ci coś wytłumaczyć. Dziesiątki kamer i zabezpieczeń w Instytucie świadczyło o tym, że Złoty Król nie ma do tego miejsca zaufania. Jak zwykle działałeś zbyt nierozważnie i tego nie zauważyłeś. - kontynuował zimnym tonem. -                                                                               …Mikoto-san nie jest wszechmocny. - dodał, ale w żadnym wypadku jego słowa nie brzmiały szyderczo. W innym wypadku, podobne stwierdzenie przyprawiłoby Yatę o niekontrolowany wybuch złości. Teraz, patrząc na Fushimiego czuł się tak, jakby obserwował wyjątkowo zagadkową istotę.
- Saruhiko wkracza do akcji, racja? Rozwalimy tę ich budę! - powiedział nagle, zupełnie jak w szkole średniej kiedy uparł się iść do salonu gier.
Fushimi rozszerzył lekko oczy zdziwiony, po czym cmoknął cicho.
- Pójdę.
- I nie przejmuj się tym dzieciakiem.
- … Do twojej wiadomości, niczym się nie przejmuję,  i nie czuję się winny.
- He? Przecież dzieciak ucierpiał, bo powiedziałeś coś bezmyślnego!
- Nie mów tak po tym jak kazałeś mi się nie przejmować…
- Gh… Serio, masz złe podejście!
Nawet podczas kłótni, Fushimi miał wrażenie jakby ich dwójka powracała do tego co było między nimi wcześniej.
Kusanagi i Totsuka studiowali dokładnie mapę Instytutu w najodleglejszym zakamarku baru. W tym samym czasie, Suoh siedział rozłożony na kanapie. Pozostali członkowie gangu, wchodzili i wychodzili z baru, zbierając powoli siły do ataku. Omawiali plan działania przygotowując masę rzeczy które mogłyby im posłużyć jako broń.
- Nie możemy zapomnieć o Honami-sense. Musimy zostawić na miejscu kilku naszych ludzi. - powiedział Kusanagi. Totsuka skrzyżował ręce na piersi patrząc uważnie na mapę.
- Z tego co dowiedziałem się w Instytucie, myślę, że nie znajdziemy Anny-chan na wyższych piętrach. Trzymają Odmieńców w podziemiach.
- Na tej mapie nie ma uwzględnionego żadnego zejścia do piwnicy. Chyba będziemy musieli wyciągnąć z kogoś tą informację, hm... - Kusanagi zerknął kątem oka na Króla, który nawet nie starał się brać udziału w planowaniu starcia. – Mikoto, nie rób tym razem nic zbyt szalonego.
 Suoh otworzył jedynie oczy by spojrzeć na Kusanagiego.
- Stąpamy po bardzo grząskim gruncie. Planujemy napaść na ludzi Złotego Króla w szpitalu pełnym ludzi… Nie możemy pozwolić sobie na zbyt duże szaleństwo.
- Ta. - mruknął od niechcenia Suoh, przez co ciężko było stwierdzić czy w ogóle słuchał. Kusanagi westchnął, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i włożył jednego do ust.
- Na początek chcemy tylko utorować sobie drogę, więc nie używaj siły dopóki nie będzie to konieczne.
- Ta. - Suoh położył się na kanapie jak zwykle odpowiadając lekceważącym tonem. - Totsuka. - dodał po chwili kręcąc się niechlujnie na poduszkach.
- Tak?
- Idziesz ze mną.
Chłopak wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- O rany. Myślałam, że zostanę w barze, ale skoro Król tak powiedział, oczywiście nie mogę odmówić. Czy aby na pewno nie będę przeszkadzał i czegoś utrudniał?
- Twoje przeszkadzanie, nie będzie dla mnie żadnym utrudnieniem.
- No cóż, trudno się nie zgodzić, ale… dlaczego? - Na widok pytającego spojrzenia Totsuki, Suoh prychnął.
- Gnojek może zwiać kiedy mnie zobaczy. Też jesteś z nią w jakiś sposób powiązany i ma do ciebie zaufanie, no nie. -Totsuka uśmiechnął się krzywo na poirytowany ton Suoh.
- Nie sądzę żeby tak było.
- W każdym razie, ja nie cierpię bachorów. Zajmiesz się nią. - rzucił Suoh, po czym wstał ociężale z kanapy i ruszył w kierunku drzwi. - Dajcie znać kiedy skończycie przygotowania. - dodał wychodząc.
- … Cisza przed burzą. - Totsuka rozszerzył oczy gdy Kusanagi odezwał się z chytrym uśmieszkiem na twarzy. - Nie pozwalamy sobie na zbyt wiele przetrzymując Honami-sense wbrew jej woli? Ten gość potrafi być naprawdę przerażający...
- O tak… - Totsuka uśmiechnął się ironicznie spoglądając w stronę drzwi za którymi zniknął Suoh.
- Cóż, nawet jeśli Mikoto o tym nie wspomniał, to ja zarządziłem, że z nim pójdziesz. - Słuchając słów Kusanagiego, Totsuka przechylił nieznacznie głowę. - Jesteś jak zatyczka. - powiedział wypuszczając przez usta dym z papierosa. Nagle przypomniał sobie o czym nie dawno rozmawiał z Totsuką.
- Jakiś czas temu, powiedziałeś, że nie posiadasz żadnej mocy.
- Ah, no tak.
- Mówiłeś, że do nas nie pasujesz, ale w rzeczywistości jest inaczej. Potrzebujemy tej jednej bezsilnej osoby.
Totsuka zamrugał kilka razy oczami jakby nie był pewny czy aby na pewno dobrze usłyszał.
- Tworzymy drużynę, w której siła jest sensem naszego istnienia. Na domiar tego, mamy kilku delikwentów którym moc napłynęła jak krew do głowy. Potrzebujemy kogoś kto nie pozwoli im się zatracić… kogoś kto będzie scalał ich wszystkich razem nie używając przy tym żadnych, rygorystycznych metod. - Kusanagi trząchnął popiół z papierosa do popielniczki. - A osobą która najbardziej potrzebuje tej zatyczki jest Król. - dodał z gorzkim uśmiechem pamiętając swoją wizytę w kwaterze Scepter4 i rozmowę z Shiotsu.
„Myślisz, że będziesz w stanie coś zrobić kiedy twój Król doprowadzi się do samozniszczenia?”
Drażniące pytanie na powrót zaczęło zaprzątać myśli Kusanagiego.
Tak naprawdę nie mógł zrobić nic, a co najwyżej mógł wspierać Króla by zapobiec jeszcze większej katastrofie. Dlatego tak ważną rolę odgrywał Totsuka.
Chłopak był mistrzem w odpieraniu kąśliwych uwag Suoh. Wszelkie złośliwości przyjmował z uśmiechem wyglądając przy tym jak skończony idiota. Kiedy o tym pomyśleć, po raz pierwszy spotkali się w szpitalu. W pierwszej klasie szkoły średniej Totsuka kręcił się w pobliżu Suoh. Potem został zmasakrowany przez jego wrogów i trafił do szpitala. Kusanagi, który od zawsze miał dużo znajomości, dostał wiadomość od świadka zdarzenia i wraz z Suoh udali się do szpitala.
Totsuka był sino-fioletowy ale jednocześnie radosny jakby jego sytuacja wcale go nie obchodziła. Zapytany o to kto go tak urządził, po prostu roześmiał się i uniknął tematu. Zdawał sobie sprawę, co może się stać z napastnikami, ale nie chciał też żeby Suoh złościł się z jego powodu.
Nawet kiedy Suoh został Królem, Totsuka nie zmienił swojego nastawienia. Z uśmiechem na ustach potrafił odwieść go od pokus związanych z posiadaniem destruktywnej mocy… 
- Zawsze byłeś tak beztroski, że aż wkurzający… Jeśli nie okazałbyś się wystarczająco odporny, twoja rola mogłaby być trudna.
Nie było mowy żeby Totsuka miał co do tego stwierdzenia jakieś zastrzeżenia. Przełykał swoje słabości, potrafił uśmiechnąć się i powiedzieć dam radę, a wówczas ludzie którzy go słuchali, naprawdę w to wierzyli. Bo gdyby nie jego tajemnicza siła, nie byłby w stanie z nimi zostać…  
- Kusanagi-san? - Totsuka spojrzał na barmana przechylając ciekawsko głowę.
- Czasami jestem zazdrosny  o twój sposób bycia, choć bywa, że zastanawiam się czy nie brakuje ci kilku śrub.
- To nie był komplement, prawda?
- Nie mam zamiaru cię chwalić. Jesteś po prostu odpowiedzialny za Mikoto. - odparł krótko Kusanagi brzmiąc jakby zrzucił z siebie jakiś ciężar. Po chwili wrócił do studiowania mapy.
Minato Hayato i Minato Akito stali przed obliczem Shiotsu w security room’ie.
- Czerwony Klan.
- Czy zaatakują?”- zapytali równocześnie przechylając głowy na bok.
Shiotsu przytaknął z goryczą.
- Najprawdopodobniej. Teoretycznie dostali ode mnie ostrzeżenie, ale sądząc po ich charakterze i tak nie posłuchają.
Tego ranka, Shiotsu wezwał do siebie informatora Czerwonego Klanu i powiedział mu o zatrzymaniu Anny. Kusanagi wysłuchał jego słów, ale nie powiedział nic o poddaniu się ani zaniechaniu działań. Przywołując na myśl chytry wyraz twarzy ów młodego mężczyzny, Shiotsu prychnął pod nosem.
- W końcu i on przepełni się bólem… - wypowiedział na głos swoje myśli z ponurym westchnieniem. W tym momencie wszystko przepełniały ból i rozpacz. W przeciwieństwie do bezinteresownej postawy Shiotsu, wąskie oczy bliźniaków kipiały zainteresowaniem.
- Pomyśleć, że planują wkroczyć na terytorium Złotego Klanu.
- Życie im niemiłe.   
Shiotsu obrzucił bliźniaków beznamiętnym spojrzeniem. Oboje byli wykwalifikowanymi żołnierzami ale ich osobowości w dalszym ciągu pozostawały niedojrzałe. Nawet jeśli kończyli w tym roku dwadzieścia dwa lata, miał wrażenie jakby w ogóle nie zmienili się od czasu kiedy zostali przyjęci do Kalnu w wieku dwunastu lat.
…To moja wina, czyż nie? Kąciki ust Shiotsu wykrzywiły się z dezaprobatą. Po tym jak bracia stracili rodziców, poprzedni Król przygarnął ich do Klanu, a zaledwie dwa tygodnie później i on zmarł. Osobą która odbudowała ich wiarę w samych siebie był w głównej mierze Shiotsu, ale w rzeczywistości wcale ich nie pouczał. Pieniądze na ich edukację pochodziły z funduszy Scepter4, dostawali jedzenie i miejsce do spania w bazie, podczas gdy on wydawał im tylko polecenia.     
Śmierć Króla zrzuciła na Shiotsu nowe obowiązki. Musiał wziąć odpowiedzialność za pozostałych członków Niebieskiego Klanu oraz reprezentować Scepter4 w sprawach biznesowych. Będąc w ciągłym biegu, zapomniał o braciach Mianto. Szczerze mówiąc, Shiotsu nie zauważył nawet w którym momencie wypaczyły się ich osobowości.
Bliźniacy których respektował sam poprzedni Król, zmienili się nagle w niedojrzałych dorosłych, a dumne pragnienie służby Klanowi, okazało się być jedynie pretekstem do czerpania przyjemności z własnej mocy.
- Ta banda naprawdę przyjdzie żeby odbić jakąś małą dziewczynkę?
- Zastanawiam się dlaczego Mizuchi-san poświęca jej tyle uwagi.
Hayato i Akito nie znali planów Mizuchiego dotyczących zrobienia z Anny nowego Niebieskiego Króla oraz nie wiedzieli, że aby to osiągnąć przeprowadza na niej nieludzkiej eksperymenty. Z resztą, nawet gdyby wiedzieli, na pewno by się tym nie przejmowali. Zyskując Niebieskiego Króla, pozycja całego Klanu znacznie by wzrosła więc nie mieliby powodów do niezadowolenia. Prócz tego, nie rozumieli jak niebezpieczna jest obecna sytuacja. Byli niczym podekscytowane dzieci, które dostały szansę na wykorzystanie swoich mocy w imię sprawiedliwości.
Snując smętne myśli, Shiotsu nie miał wystarczająco silnej woli żeby karać ich za zbytnią natarczywość, czy ostrzec przed czyhającym zagrożeniem.
- Zbierzcie naszych ludzi i ustawcie straż. Rozpocznijcie ewakuacje cywilów i bądźcie gotowi do walki.
- Zrozumiano. - odpowiedzieli jednocześnie bracia.
Na zewnątrz baru zebrała się uzbrojona Homura.
- Nie przeszkadzajcie sąsiadom! - zawołał pogodnie Kusanagi. Przechodnie patrzyli z przerażeniem na grupę młodych chłopaków uzbrojonych w kije baseballowe i stalowe rury. Większość osób schodziło im z drogi przechodząc na drugą stronę ulicy, ale byli też tacy którzy już w oddali skręcali w popłochu w najbliższe uliczki. Kusanagi rozejrzał się dokoła z założonymi rękami i mruknął pod nosem.
- Mam nadzieję, że nie przyjdzie nam tłumaczyć się na policji. - objął wzrokiem towarzyszy lustrując gromadę znajomych twarzy. Wśród nich ciągle brakowało paru osób. Kusanagi zwrócił się do Totsuki który rozmawiał z innym członkiem gangu.
- Totsuka, Fushimi jeszcze nie wrócił? - chłopak pomachał na odchodne swojemu rozmówcy i podszedł do Kusanagiego.
- Yata poszedł sprawdzić co z nim. Powinni niedługo być.
- No dobra. - odparł krótko barman.
Totsuka zawsze służył pomocą gdy któryś z jego towarzyszy potrzebował pomocy. W przypadku Fushimiego powiedział Saru-kun nienawidzi mojej pomocy i nie próbował zupełnie nic zrobić.
- Zastanawiam się… co się z nim dzieje.
- Ten Fushimi… zawsze dobrze układała nam się współpraca ze świeżakami, a z nim mamy same kłopoty.
W odpowiedzi na podenerwowany ton Kusanagiego, Totsuka podniósł nieznacznie głos.
- Saru-kun nie umie się po prostu ogarnąć!
- Ej! Coś ty taki ostry? Skąd taka zmiana!?
- Ah, przepraszam, przepraszam. Nie chciałem powiedzieć, że Saru-kun jest beznadziejny czy coś… po prostu myślę, że ma znacznie większe problemy z przystosowaniem się, to wszystko.
- Z przystosowaniem?
- Jego ciekawość… a może powinienem powiedzieć, jego skupienie. Zdecydowanie za bardzo przywiązuje się do jednej rzeczy.
Kusanagi zamyślił się przez chwilę, po czym na jego twarz wpłynęło wyraźnie widoczne zmartwienie.
- Masz strasznie zawiły sposób rozumowania.
Totsuka uśmiechnął się ironicznie i zmrużył oczy patrząc gdzieś w dal.
- Nie robię tego specjalnie. Po prostu czuję, że Saru-kun potrzebuje jakiejś przystani której może się trzymać. Dopiero w tedy czuje się bezpieczny.
- Hmm? - Kusanagi przechylił głowę, przez co na twarz Totsuki wpłynął jego stały, beztroski uśmiech.
- Dobra, odkładając to na bok, Saru-kun jest interesującym gościem więc chcę być dla niego jak najbardziej wyrozumiały, żeby nie musiał się krępować!
- Upierdliwe to wszystko… - westchnął Kusanagi gdy nagle zobaczył Yatę i Fushimiego biegnących ulicą w stronę baru. Totsuka powitał ich wymachując radośnie rękami.
- Sorry za spóźnienie! Ruszamy? - zapytał Yata ledwie łapiąc oddech. Kusanagi skinął głową.
- Tak, potrzebujemy jeszcze tylko naszego szefa.
- Są już wszyscy?
Odwrócili się kiedy znajomy, niski głos rozległ się zza ich pleców.
Suoh stał w miejscu, nieco oddalony od reszty Homury. Swoją postawą przypominał smukłego lwa który roztaczał wokół ciężkie, przytłaczające ciśnienie. Czerwone fale energii przepływały przez jego ciało bulgocząc od wewnątrz. Suoh podszedł bliżej, a przy każdym zetknięciu jego stóp z ziemią spod podeszew butów wydobywały się trzaskające iskry.
- Ktoś tu się rozpalił. - rzucił trochę złośliwie Kusanagi na co Suoh prychnął.
Wszyscy członkowie Homury zamilkli w oczekiwaniu na następny ruch Króla. Ich oczy błyszczały  gorejącą dumą oraz płonęły gniewem do wroga.
- Idziemy. - ogłosił Suoh.

Cała Homura odpowiedziała bojowym okrzykiem. 

5 komentarzy:

  1. Boskie czekam na dalsze rozdziały:)))
    Takie pytanko ile ogólnie jeszcze będzie rozdziałów???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostały jeszcze dwa rozdziały z nowelki, przy czym z moim sposobem publikowania zrobią się z nich cztery :P W nowelce są jeszcze krótkie historyjki poboczne tzw. Interval ale nie wiem czy znajdę na ich tłumaczenie czas i chęć. Może kiedyś. Ostatni rozdział pt. "Dziewczynka w czerwieni" wisi gdzieś w eterze i palcem go nawet nie tknęłam ^___^ " Ale przyrzekłam sobie, że skończę tłumaczyć tą nowelkę! :D

      Usuń
  2. Kiedy będzie następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy nadal będziesz dodawać rozdziały? nigdzie indziej nie mogę odszukać tej nowelki po polsku

    OdpowiedzUsuń
  4. Może nie powinnam krytykować, ponieważ sama biorę udział w tłumaczeniu tej nowelki, więc wiem, jak ciężka to praca, ale... Niejednokrotnie zupełnie zmieniasz sens poszczególnych zdań przez co wiele wypowiedzi bohaterów można zrozumieć opacznie, co jednocześnie zupełnie zmienia portrety psychologiczne tychże postaci, a nawet całych sytuacji, w których ów postacie się znajdują. Z tego, co widzę i tak przestałaś tłumaczyć, ale może porównaj swój tekst jeszcze raz z oryginałem, albo angielskim tłumaczeniem, bo nie wiem, z jakiego języka to przekładałaś...
    Może dla lepszej wizualizacji, o co mi chodzi, podam przykład:

    R2A
    "Był to Fushimi, który stał w pewnej odległości, trzymając wypełniony czerwoną aurą nóż. Rzadko kiedy wdawał się w walkę. Musiał znaleźć naprawdę dobrą motywację i kto wie, jakie uczucia wzbudziły w nim bliźniaki.
    – … Czy tak wygląda styl ataku słabeusza? Rzucać się na dwójkę przeciwników jednocześnie? –mruknął Fushimi.
    Yata poczerwieniał ze złości. Miał już doświadczenie, że ci facecie nie walczyli całkiem fair, jeden na jednego, ale części o słabeuszu nie mógł tak po prostu puścić płazem. Mimo pierwszej przegranej próby ataku z twarzy bliźniaków nie schodziły dumne uśmieszki.
    – Twój kolega ma rację.
    – Hej, daj sobie na wstrzymanie! Co masz na myśli, mówiąc, że jestem słaby!?"

    Gdzie angielskie tłumaczenie wygląda w sposób następujący:

    "It was Fushimi. Fushimi was holding knives that shone red with the power he had filled them with. With eyes one couldn’t imagine from his usual unmotivated form, he was looking dangerously at the twins.

    "…is it your style to attack the weaker guy and take him down together?"

    Yata was offended by Fushimi’s way of saying it. He had already experienced the fact that these guys wouldn’t fight fairly one-on-one, but he couldn’t accept the ‘weaker guy’ part.

    But, the twins smiled.

    "That’s right."

    "Hey, hold on! Whaddya mean?! Are you trying to say I’m weaker than Saruhiko!?"

    Jak widzisz, chodziło o to, że sposób walki bliźniaków polega na atakowaniu słabszego we dwójkę, a nie, jak to ujęłaś u siebie, że bliźniacy są słabi i dlatego "rzucają się na dwójkę przeciwników jednocześnie"?
    W każdym razie, wtedy końcowa wypowiedź Misakiego "Próbujesz powiedzieć, że jestem słabszy od Saruhiko?!", nabiera sensu, ponieważ to Yatę bliźniacy zaatakowali jako pierwszego, rzucając się na niego jednocześnie, a co za tym idzie, musieli go uznać za słabszego od Fushimiego.
    W Twojej wersji Misaki mówi: "Co masz na myśli, mówiąc, że jestem słaby!?", co tak naprawdę zupełnie nie pasuje do kontekstu sytuacji, która rozgrywała się u Ciebie wcześniej.
    Zwracam na to uwagę, ponieważ to dosyć duża różnica i niestety tych różnicy pomiędzy angielskim tłumaczeniem, a Twoim, jest naprawdę sporo.
    Naprawdę lubię tę serię i po prostu chcę, żeby ludzie, którzy zabierają się za czytanie nowelki, mieli dokładny obraz tego, co tam się dzieje i to wszystko :(

    OdpowiedzUsuń